Wioskę Masajów odwiedzamy wracając do Mombasy z naszego dwudniowego Safari. Wioska znajduje się niedaleko Mombasy, a postęp cywilizacyjny wyraźnie odcisnął tam swoje piętno. Dzieci Masajów mają tu swoją szkołę, kilku dorosłych całkiem nieźle mówi po angielsku, a zwiedzanie odbywa się po z góry ustalonej przez plemię cenie (20 € od osoby). Widać, że ta wioska żyje z turystów. Jednak większość tego, co jest w obyczajach i kulturze Masajów możemy nadal zobaczyć. Domy ulepione z gliny i krowiego łajna, dumni mężczyźni mający po kilka żon, hierarchia ważności członków plemienia, tradycyjne stroje i zwyczaje, wygolone głowy Masajek i w naszym odczuciu prymitywne narzędzia oraz styl życia. Na policzkach oraz czołach jeszcze małych dzieci widać wypalone, koliste znamiona – zapewne znak przynależności do konkretnego klanu. Kiedy wchodzimy na teren wioski i kilka osób wyciąga cukierki, dzieci rzucają się po nie niczym wygłodniałe zwierzęta. Budzi to w nas mieszane uczucia, że dzieci, aż do tego stopnia, mogą być spragnione takich łakoci. Jednak zanim dzieci zdążą spróbować słodyczy, dorośli Masajowie zabierają im te prezenty, przeliczają, a potem równo dzielą je na wszystkie dzieci – sprawiedliwe zasady. W naszym pojęciu, to co widzimy w tej wiosce, to bieda. Gdybym jednak miał wybrać – być Masajem lub mieszkać gdzieś na obrzeżach Mombasy, zdecydowanie wybrałbym żywot Masaja. Zafascynowały mnie ich twarze. Najczęściej są to ostre rysy, które noszą ślady niełatwego życia. Wódz plemienia, który nie ma jeszcze pięćdziesiątki, wygląda jak mój dziadek i proces szybszego niż w naszej kulturze starzenia się  człowieka jest tutaj wyraźnie widoczny. Kilkadziesiąt minut obcowania z Masajami utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że chciałbym eksplorować różne części świata, by mieć możliwość poznania równie niezwykłych kultur oraz ludzi. A do Afryki i Masajów mieszkających daleko w sawannie na pewno kiedyś wrócę.

Skomentuj

*

captcha *