Plaża jest tuż przy hotelu więc już następnego ranka robię sobie dłuższy spacer plażą. Zazwyczaj takie hotele posiadają zamknięty dla tubylców teren plaż. Tu jest inaczej. Na plażę przychodzi także miejscowa ludność. Mieszkańcy miasta kąpią się w morzu, wypoczywają w swoim gronie na rozgrzanym piasku, a spora część miejscowej ludności zamieszkuje brzegi i żyje z tego co morze im daje.  5-7 km spaceru plażą w jedną i drugą stronę i co chwilę mogę zobaczyć tamtejsze zwyczaje oraz poczuć klimat tego miejsca. Tuż przy wyjściu z hotelu na plażę miejscowi handlarze rozstawiają swoje stragany zachęcając do kupna oferowanych towarów. Kolorowe chusty z afrykańskimi motywami mają swój urok i można poszukać inspiracji do zdjęć. Bardziej interesuje mnie jednak normalne, codzienne życie tubylców, więc kiedy spaceruję brzegiem mogę zobaczyć tych, którzy małymi łodziami wypływają w morze i łowią ryby. Kiedy wracają, przychodzą do nich tutejsze kobiety z wiaderkami bądź plastikowymi torbami i handel odbywa się na miejscu. Młodzi chłopcy grają w piłkę, ktoś bawi się z psem, chłopak przytula się do dziewczyny, młody mężczyzna idzie ze mną 2 kilometry opowiadając o swoim sklepie przy plaży, licząc na to, że stanę się jego klientem. Sympatyczna dziewczyna idąca plażą podchodzi i zagaduje po angielsku, a potem w rozmowie opowiada o swojej pracy, rodzinie, o tym jak trudno jest tu żyć. Okazuje się, że za mój aparat z obiektywem warty ok. 6.000 € mógłbym tu otworzyć i utrzymać dobrą restaurację… Mombasa jest  największym afrykańskim portem i tuż po Nairobi, drugim co do wielkości miastem w Kenii. Oficjalnie mieszka tu ok. 1 mln ludzi, ale można szacować, że nikt nie wziął pod uwagę co najmniej kilkuset tysięcy imigrantów. Dziewczyna, z którą rozmawiam przyjechała z Ugandy szukając tu pracy. Zarabia ok. 50-60 € na miesiąc. Dla wielu biedaków, którzy podejmują się każdej możliwej pracy w Mombasie, to bardzo dobre zarobki. Kilkaset metrów od hotelu w skalnej niszy przy plaży spotykam dwóch tubylców, którzy przy pomocy dłuta, pilnika i ręcznej piłki wyczarowują piękne breloczki lub tabliczki z drzewa hebanowego z dowolnym napisem i wzorem. Jestem zdumiony, że w tak prymitywnym warsztacie ci ludzie potrafią wykonać takie cuda. Późniejsze zwiedzanie manufaktury pamiątek przekonuje mnie, że takimi właśnie metodami i w niewiele lepszych warunkach tworzy się prawdziwe dzieła sztuki.

Skomentuj

*

captcha *